środa, 7 sierpnia 2013

Mały żużlowy niebieski jeleń

Przyznam Wam się szczerze, że od ostatniego wpisu jakieś sto tysięcy razy zadałam sobie pytanie: "Czy pisanie przeze mnie bloga ma jeszcze sens?". Naszło mnie kompletne zwątpienie. Stwierdziłam, że jakoś mniej entuzjastycznie do tego podchodzę. Mam wrażenie, że moja pisanina niewiele wnosi. Albo nikogo nie interesuje...Ale dobrze, nie o tym miało być. Jeszcze nie kończę pisać, jeszcze przez przynajmniej jeden post musicie się ze mną pomęczyć. A że nie mam nic ciekawszego nie mam do napisania, to uraczę Was dzisiaj zapewne mało interesującym postem, a co tam.
Wielu ludzi z tych, którzy czytają mój blog, zastanawiają się, co mnie fascynuje w żużlu, dlaczego właśnie ten sport, a nie inny, i tym podobne. Tym postem postaram się odpowiedzieć na te i inne pytania, poruszając przy okazji może inne małe zagadnienia...Jesteście gotowi?
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś jest 7 sierpnia. Dla każdego choć trochę znającego się na rzeczy fana żużla jest to dzień wyjątkowy. Dokładnie 81 lat temu, 7 sierpnia 1932 roku, rozegrano w Mysłowicach pierwsze Indywidualne Mistrzostwa Polski na żużlu, wówczas jeszcze dzielono zawodników według pojemności silników motocykli, na których startowali. Przyznam Wam się szczerze, że z największą chęcią przeniosłabym się w czasie do tamtego dnia i podziwiała pierwszych polskich śmiałków na ich wspaniałych maszynach. Tym sposobem zaczęła się historia, która tworzy się do dziś. Ciekawe, czy ci, którzy startowali wówczas przy zaimprowizowanych bandach, w śmiesznych z dzisiejszego punktu strojach, mieli świadomość, że OTO RODZI SIĘ HISTORIA?...Pewnie nie, pewnie nikt nie dawał temu wariactwu, które-jak dowiedziałam się przy okazji pisania swojej pracy-narodziło się zaledwie 9 lat wcześniej na Antypodach, wielkich szans...A jednak. Ten sport dla wariatów (no dobrze, po prostu ludzi odważnych) przyjął się, przyjęły się Indywidualne Mistrzostwa Polski i możemy się tym wszystkim cieszyć do dziś. Może i wiele się w tym wszystkim zmieniło-od stadionów, strojów, ilości zawodników, liczby biegów, po bezpieczeństwo i fakt zarobkowania na tym-ale ludzie nadal na to chodzą i się tym fascynują. W tym ja. Dla mnie to niewiarygodne...
I jeśli o mnie chodzi-kto by pomyślał, że ze zwykłego chodzenia na lokalny stadion, niejako po sąsiedzku, już od wieku niemowlęcego, zrodzi się bzik na połowę życia? Bo z 24 lat, które chodzę po tej ziemi, już niemal połowę spędziłam TAM. Nie, w to nie wierzył nikt. Moja matka myślała, że skończy się na jednorazowym wypadzie. Że kurz i hałas mnie zniechęcą. Że mi się nie spodoba. W głębi duszy chciała mieć córeczkę, która do nie wiadomo jakiego wieku będzie się bawić lalkami, nosić sukieneczki i różowe ciuchy. No way! Stało się dokładnie odwrotnie. Kurz nie był tak straszny, a wręcz było to coś niezwykłego. Hałas? Hałas był w tym wszystkim dodatkowym ciekawym smaczkiem, podobnie jak uderzający niemal od początku po wejściu na stadion jakże charakterystyczny zapach spalanego metanolu. Oto znalazłam się w tym magicznym świecie! I zostałam w nim do dziś. Mimo małych kryzysów, które mam, gdy moim ulubionym drużynom nie wiedzie się najlepiej, oraz kryzysów większych, kiedy po śmierci zawodników na torze rzucałam dramatycznym tonem: "O nie, ja już więcej nie pójdę na żużel!", coś ciągle sprawia, że wracam. Bo to uzależnia. Naprawdę. Zresztą, jest to najpopularniejszy, najbardziej "trendy" sport w moim mieście. Na mecze trzecio- (lub drugo-, nie pytajcie, nie interesuje mnie piłka nożna) lokalnej drużyny piłkarskiej chodzi około 200 osób, w większości emerytów i znudzonych dzieciaków. Hokej na trawie (tu wznoszę oczy do nieba-dziadku, wybacz, że opowiadam takie herezje!) też nie przyciąga tłumów ze względu na mniejszą atrakcyjność, choć tu ze względu na niskie ceny biletów (czasem darmowy wstęp) i tak jest dość dużo kibiców. Zostaje żużel, najbardziej dynamiczny i na najwyższym obecnie poziomie ligowym (jak wiadomo, W KOŃCU nasza drużyna jest w najwyższej lidze,, choć nie zabawi tu długo).
Odpowiedź na najważniejsze pytanie-co ja w tym wszystkim widzę? W żużlu podoba mi się to, że gwarantują (jeśli mecz jest ciekawy) szybką i intensywną dawkę emocji. Nie jest to piłka nożna, w której niekiedy bardzo długo trzeba czekać na finezyjną akcję. Tu w ciągu około 60 sekund (w zależności od długości toru) może wydarzyć się dosłownie wszystko. I życie uczy, że wydarza się naprawdę wiele: niespodziewany wybuch silnika, odpadające części składowe motocykla, upadki, które sprawiają, że motocykl fruwa w powietrzu na wysokość najwyższych poziomów trybun, koniec kariery, sprawności, a nawet śmierć. Niestety. Jest walka, jest wróg, jest czym się ekscytować, w przypadku tak aspołecznej jednostki jak ja jest to też okazja do poznawania ludzi nawiązywania z nimi kontaktu-ot, choćby na temat tego, że trener podjął taką a nie inną  decyzję, nominując do startu w tym momencie akurat tego, a nie innego zawodnika...I wiecie co? W przeciwieństwie do niektórych chorych umysłów nie cierpię oglądać upadków. Ani w TV, ani na żywo. Nie kręcą mnie będące często "reklamą" żużla filmiki pokazujące najbardziej spektakularne upadki. Nie, bo wiem, z jakim nieszczęściem niejednokrotnie się wiążą.
Wbrew pozorom, inspiratorem pierwszej wyprawy na mecz (tej świadomej) nie był mój ojciec. To był w stu procentach mój pomysł, on mi tylko towarzyszył, dochodząc do wniosku, że stadion żużlowy to nie miejsce dla samotnej 14-latki. Teraz chodzę sama i jedyne, czego się boję, to tego, by zawodnikom nic się nie stało. Ja? Nieważne.
Czy mam marzenia związane z żużlem? Ależ oczywiście. Począwszy od tych dla innych: by już nikt więcej nie ginął, by nikt nie łamał kręgosłupa, oraz tych pomyślnych: by moi ulubieńcy byli mistrzami świata (jeden ma na to poważne szanse w krótkim czasie), by klubom, które lubię, wiodło się jak najlepiej. To chyba niewiele, prawda? Choć w obliczu tego, że jak wieszczy mój ojciec-żużel upadnie w ciągu kilku najbliższych lat, może to być bardzo dużo. Są tez marzenia podróżnicze: chciałabym raz być na turnieju GP w Cardiff oraz gdzieś w Szwecji, ciągnie mnie też do Pragi. Niestety, nie udało mi się tego zrealizować i może zdarzyć się tak, że nigdy się nie uda...
Rozpisałam się, to chyba najdłuższy mój post w karierze. Możecie mi wstawiać niebieskie jelenie, ale po prostu poczułam, że muszę się tym z kimś podzielić. Piszcie, co uważacie, możecie uznać mój "elaborat" za nudny-zrozumiem. Każdy ma prawo do własnej opnii. Na razie życzę Wam, byście nie roztopili się w tym upale. I miłego dnia. Pomyślcie o mnie czasem, jeśli traficie np. w telewizji na wzmianki dotyczące żużla!

9 komentarzy:

  1. O nieeee, nie kończ z blogiem. Ja zawsze czekam na to co napiszesz, co się u Ciebie dzieje, a przede wszystkim chcę przepisać jak tytuł posta będzie brzmiał "OBRONIŁAM SIĘ!" :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe, jakie wtedy były maszyny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie interesuje!
    Proszę mi nie przestawać pisać, kiedy dopiero zaczynam czytać Twój blog! To nie fair : (
    Czytając Twój post po części zrozumiałam fascynację żużlem i... nadziwić się nie mogę ile Twoich emocji jest związane z tym sportem. To po prostu piękne, że podchodzisz do tego za taką dawką uczuć, że widzisz w tym wszystkim to, czego ja nie dostrzegam w innych opowieściach o żużlu oraz w meczach, które można czasem zobaczyć w telewizji.
    Dla mnie to tylko przejazd, a tymczasem okazuje się, że jest to coś, co niesie ze sobą duże ryzyko, niespodzianki, adrenalinę i tą niepewność czy wszystko będzie w porządku i czy nic się nikomu nie stanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że jeszcze długo będziesz miała okazję oglądać to wszystko na żywo : **
      Poszukaj i podziel się swoimi wrażeniami : )
      Może Tobie się spodoba bardziej niż mnie? : )

      Usuń
  4. nikt nie musi cie czytac
    jesli nie chce to chyba nie wchodzi i juz
    a skoro tu jestesmy to chcemy i niech ci po glowie nie chodza takie glupie pomysly jak zaprzestanie pisania
    tym bardziej ze zawstydzasz mnie swoja wiedza
    mimo ze kocham zuzel to nie wiedzialam ze dzisiejsza data jest taka wyjatkowa

    OdpowiedzUsuń
  5. nawet nie myśl, ze Twoja pisanina nikogo nie interesuje - zobacz, ile tu ludzi :) poza tym to TWÓJ blog, nie musisz pisać niczego szczególnego, rób to, co Ciebie interesuje! to Twój własny zakątek.

    żużel to rzeczywiście musi być spora dawka emocji.. jakoś nigdy nie dojrzałam w nim nic szczególnego, ale to na pewno dlatego, że nie widziałam go na żywo :) szacun!

    OdpowiedzUsuń
  6. Z blogiem nie kończ, bo lubię Cię czytać :)
    Co do żużla, to uważam, że jest serio sportem dla odważnych, bo nie mogłabym jeździć motorem tak jak żużlowcy, tak nisko na boku :D

    OdpowiedzUsuń
  7. mój pies też ciągnął, ale po chwili się męczył i szedł spokojnie
    ale za to atakował wszystkie inne psy w parku i ciężko go było utrzymać

    ja kotów nienawidzę
    psy lubię, ale jak się okazuje, jednak nie wszystkie

    OdpowiedzUsuń
  8. prowadzisz świetnego bloga i bardzo ciekawie piszesz :) podoba mi się Twój styl pisania, posty czyta się lekko i przyjemnie :)

    może obserwujemy:)?

    OdpowiedzUsuń