sobota, 27 lipca 2013

Sąsiedzi

Sąsiedzka pomoc. Czy ktoś zna jeszcze w dzisiejszych czasach to pojęcie? Hmm,  na pewno mieszkańcy dużych miast jak Warszawa, dużych, anonimowych osiedli, mogą mieć z tym problem. Inaczej jest w moim małym mieście, choć moja okolica to blokowisko. Blok, w którym mieszkam, stoi od 43 lat i większość sąsiadów z mojego piętra mieszka tu od początku. Jeżeli tak nie jest, to znaczy, ze poprzedni lokator umarł, po prostu. Mieszkanie w takiej zamkniętej społeczności, gdzie się znamy, ma swoje dobre strony. Możesz dogadać się z sąsiadem, gdy jest twoja kolej na mycie klatki schodowej, ze zamienicie się na dyżury, bo ci się dzisiaj nie chce. Miła sąsiadka podrzuci kawałek ciasta, inna jakieś owoce, dzem czy kwiatki z ogrodu. Ale najważniejsze, przynajmniej pewnie dla naszych starszych sąsiadek, jest to, ze jest na kogo liczyć. Tym kimś jest najczęściej mamuska, bo ja nie mam takiej natury. Tylko dzisiaj mamuska dwa razy była u chorej sąsiadki, by przynieść jej zakupy itp. W zamian można liczyć na takie sytuacje jak ta, gdy rodzicielce zdarzyło się wyjść z domu, nie zamknawszy drzwi na klucz. Był jakiś przeciąg, drzwi się otworzyły, sąsiadka to zauważyła i zaraz dała znać. Strach pomyśleć, co by było, gdyby...Rzecz jasna, taka sytuacja, gdy mieszkasz w bloku, może mieć i złe strony, gdy nad głowa masz sąsiada, który lubi bardzo głośno, tak, ze i u ciebie słychać, oglądać telewizje. Zwłaszcza wieczorem, powiedzmy o 23.00. No, ale to nie jest reprezentant tej słynnej grupy "mieszkamy tu od lat i...". Od razu wiadomo. My w naszej grupie starych lokatorów respektujemy takie staromodne rzeczy jak cisza nocna czy uprzedzanie innych, ze wyjeżdżam na trzy dni i byłoby fajnie, gdyby "mieli oko" na moje mieszkanie...A jak jest w tym aspekcie u Was? Czy mieszkając w domu rodzinnym, który był domem wielorodzinnym, znaliscie sąsiadów, pomagaliscie sobie itp.? Czy to tylko domena małych miejscowości? Czy mieszkając z dala od domu w wynajętym mieszkaniu można być dla sąsiadów kimś wiecej niż kolejna przejściowa studentka? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii!

7 komentarzy:

  1. Ja z moimi sąsiadami (w wynajmowanym mieszkaniu) nie mam zbyt dobrych stosunków - nie dość, że aroganccy, to jeszcze szpiegują na każdym kroku...
    M.

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, w dużych miastach "sąsiadów" już prawie nie ma. Jednak w moim, już raczej małym miasteczku ta sąsiedzkość powoli też ginie - razem z pokoleniem starszych mieszkańców.

    PS.
    To bardzo rzadko spotykane podejście masz co do tej samotności i przyjaciół. Rozumiem, każdy chce czasem być sam w ciszy i spokoju. Ale więcej jest momentów gdy potrzebuje być z kimś .. tak po prostu - nawet nic nie mówiąc, lub rozmawiając bez ustanku jak z prawdziwym przyjacielem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam na piętrze 7 sąsiadów. Znam 4, reszty nigdy nie widziałam, ale wiem, że mieszkają. To mówi samo za siebie.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mieszkam w kamienicy, gdzie większość sąsiadów się nienawidzi, ale jest też kilka osób, których lubię :D sąsiedzi z góry są nam chyba najbliżsi, często wpadają, na kawę, na piwo, czy zapraszają do siebie i tak dalej. wspólne wypady, karmienie kota, papugi, czy świnki morskiej, no prawdziwe cuda! :D a obok mieszka starsza pani, która zawsze prosi o pomoc, bo jest już dość leciwa, a w zamian za to przyniesie ciacho, popilnuje mieszkania i zawsze ma wszystko na oku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasem trzeba trochę poeksperymentować z czytelnikami ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. My jesteśmy chyba jedyną rodziną na moim osiedlu ( a w bloku na pewno), która kompletnie się nie integruje z sąsiadami a to ze względu na to, że bardzo chronimy swoją prywatność i nie potrafimy obgadywać ludzi pod ich nie obecność. Czasami mam wrażenie, że mieszkańcy siadają na ławce pod moim blokiem i nie robią nic poza szeptanie komu rośnie brzuch, kto po nocy się szlaja, i co wynosi się w workach na śmietnik.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mieszkam w małej miejscowości w domu jednorodzinnym (od dziecka, tzn. od dziecka w tym miasteczku, przenieśliśmy się tylko z rodzicami parę ulic dalej, od dziadków na "swoje"). Ponieważ mieszkam praktycznie na końcu ulicy, na dobrą sprawę otaczają mnie dwa domy, z żadnym z tych sąsiadów się nie odzywamy, taka wielka, sąsiedzka i długoletnia kłótnia, więc nie mam co liczyć na jakikolwiek kawałek ciasta ;D

    OdpowiedzUsuń